ROBERT GWIAZDOWSKI - BLOGI

Robert Gwiazdowski

Liniowa funkcja dochodów podatkowych

2015-07-23

Nie ma dobrych podatków – jak pisał Jean Baptiste Say. Wszystkie są złe. Ale niektóre są gorsze od innych. Podatek przychodowy od spółek, który proponujemy, to bardzo zły podatek. Ale lepszy od podatku dochodowego od tych spółek i w szczególności lepszy od podatku dochodowego od wynagrodzeń osób fizycznych, szczególnie młodych ludzi wchodzących w wiek produkcyjny i reprodukcyjny, zamiast którego miałby być wprowadzony. Bo jakieś podatki do Skarbu Państwa płynąć muszą, choćby na wypłatę emerytur, do wypłaty których państwo się zobowiązało.

Działalność gospodarczą prowadzi się dla zysku! Przedsiębiorcy są chciwi. Oni nie zakładają firm żeby stworzyć miejsca pracy. Oni chcą zarobić. Skoro więc 2/3 zarejestrowanych w Polsce spółek nie płaci podatku dochodowego, bo nie osiąga zysku, tylko  stratę, to znaczy, że prowadzą one działalność charytatywną? Czy może ich realny zysk jest w kosztach podatkowych? Optuję za tym drugim.

Atrakcyjność danego kraju jako miejsca prowadzenia działalności gospodarczej zależy od:

I  zasobów naturalnych

II  zasobów ludzkich (ilość i jakość)

III położenia geograficznego (odległość od szlaków handlowych, źródeł zaopatrzenia i rynków zbytu)

IV kosztów energii

V  infrastruktury technicznej (drogi, kolej, lotniska i porty)

VI infrastruktury prawnej.

Za dostęp do tych zasobów trzeba płacić! Jak się w jakimś kraju wydobywa surowce, to się płaci podatki od kopalin! Więc jak się w jakimś kraju chce mieć dostęp do jego zasobów ludzkich, infrastrukturalnych i renty geograficznej, to też powinno się za to zapłacić. Trzeba tylko i wyłącznie skalkulować odpowiednio rentowność działalności i w marżach uwzględnić także koszty podatkowe! Bo podatek dla państwa jest kosztem prowadzenia działalności w danym kraju – podobnie jak zapłata dla dostawców i pracowników. To nie jest skomplikowane.

Podobno  jak ktoś inwestuje, to nie powinien płacić podatku, bo nie ma zysków. Tworzy jednak miejsca pracy, a zatrudnieni przez niego ludzie płacą potem podatki dochodowe i konsumują, więc płacą też podatki pośrednie. Ale przecież z jakichś powodów inwestuje właśnie w tym, a nie innym miejscu! Niech zainwestuje na Kajmanach. Może tam przecież zbudować sieć dyskontów, fabrykę AGD, czy nawet samochodów. Ale przecież nie buduje ich na Kajmanach gdzie nie ma podatku dochodowego, tylko akurat w Polsce. Dlaczego? Właśnie dla tych zasobów, które są w Polsce, a których nie ma na Kajmanach. Jak opodatkujemy go w Polsce, to przeniesie się ze sklepami lub fabryką na Kajmany?

Jednak podatku dochodowego zazwyczaj się nie płaci. Nie płaci go 66% działających w Polsce spółek – mają one stratę podatkową. Co ciekawe, bez względu na to, ile wynosiła stawka podatku CIT, przychody Skarbu Państwa z tego podatku nie przekraczały 0,5% przychodów osiąganych przez podatników tego podatku! I to bez względu na to, czy stawka wynosiła 40% (jak w latach 1992-1996) czy 19% - jaka jest obecnie. Czy to nie znamienne? Jednak to właśnie podatek dochodowy uznany został za szczyt rozwoju myśli podatkowej. Wszystko się zmienia coraz bardziej i coraz szybciej we współczesnym świecie, a podatki już się mają nie zmieniać tylko ewentualnie nieco modyfikować? Powiedzmy otwarcie: podatki dochodowe to złe podatki, a nie dobre i nie nowoczesne tylko w zmieniającej się szybko rzeczywistości już przestarzałe.

Zacznijmy od tego, że przychód jest kategorią ekonomiczną – to jest wartość sprzedaży netto. Sprzedaż jest czynnością prawną ale odzwierciedlającą zdarzenie gospodarcze. Ukrywanie sprzedaży – nie wystawianie faktur – jest prostym przestępstwem. Natomiast dochód jest kategorią jurydyczną – bo kategorią jurydyczną są koszty uzyskania przychodu. A dochód to ekonomiczny przychód pomniejszony o koszty jego uzyskania, zdefiniowane nie ekonomicznie tylko prawnie. To przepis prawa, a nie zdarzenie gospodarcze, rozstrzyga dziś, co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu – ergo rozstrzyga o tym jaki jest dochód. Żeby nie móc robić trików z interpretacją na gruncie podatkowym umowy sprzedaży, możemy specjalnie w tym celu zdefiniować pojęcie „transakcji handlowej” i  to ona będzie podstawą rozliczeń między kontrahentami i między nimi a fiskusem.

Gdybyśmy chcieli być konsekwentni, powinniśmy uznać, że dla pracownika uzyskującego przychód z tytułu zatrudnienia, kosztem jego uzyskania jest wszystko co służy mu utrzymaniu się w zdolności do uzyskiwania tegoż przychodu – jedzenie, picie, ubranie, mieszkanie, dojazd do pracy, mycie się itp. Dla pracujących w korporacji kosztem powinien być nawet zakup nie tylko zwykłego ubrania, ale garnituru/garsonki i odpowiedniej ilości koszul/bluzek. Ale jakoś nikt na to nie wpadł, żeby w ten sposób określać koszt uzyskania przychodu z tytułu wynagrodzenia. Może dlatego, że to bez sensu?

Wszystkim, którzy narzekają na rujnujące firmy konsekwencje podatku przychodowego zwrócę nieśmiało uwagę, że takiej „Biedronce”, o której wspominali i Premier Kopacz i Premier Kaczyński, już zdarzało się płacić w Polsce podatek CIT w wysokości prawie 1% osiągniętego przychodu ze sprzedaży (np. w roku 2011). Zapłaci więc i 1,5%, gdy nie będzie musiała ponosić ryzyka  związanego z ustalaniem kosztów będących lub nie będących kosztem uzyskania przychodu, zatrudniać specjalistów od cen transferowych i prowadzić podwójnej księgowości. Od razu wyjaśnienie: przyjęło się uważać, że „podwójna księgowość” to określenie działalności nielegalnej. Tymczasem jest to działalność nie tylko legalna, ale wręcz konieczna. Księgowość zarządcza i podatkowa to są dwie różne rzeczy.

Padają argumenty, że podatek ten łatwo ominąć. Być może, aczkolwiek wątpię – o czym będzie za chwilę. Ale co za różnica, czy nie płaci się dziś podatku dochodowego, czy nie będzie płaciło przychodowego???

Podobno przedsiębiorstwa będą się łączyły w struktury pionowe, by wyeliminować szczeble, które wystawiają faktury i które byłyby opodatkowane podatkiem przychodowym. Ale ponieważ wymiar tego podatku będzie w granicach procenta - półtora, to cała operacja, ze względu na skomplikowanie struktury operacyjnej i niejednoznaczność zarządczą w znacznej większości przypadków zniechęci do takiego działania. W przedsiębiorstwach postępuje obecnie outsourcing szeregu procesów. Oszczędności, wynikające z takiego rozwiązania niosą ze sobą oszczędności rzędu 15, 20, a nawet czasem 30%. Dlatego podatek 1% nie zahamuje tego procesu ani nie spowoduje procesów odwrotnych.

Kolejny argument mówiący o tym, że jeśli obciążymy sprzedawców podatkiem od przychodów, to nasze produkty, wytwarzane w Polsce, będą droższe od importowanych. Przypomnę, że mówimy o hipotetycznym podniesieniu ceny o 1-1,5% versus znacznie wyższe koszty wytwarzania we wszystkich innych krajach, poza krajami Azji i Afryki. Ale wówczas dochodzą koszty transportu. Więc te 1-1,5% doliczane do ceny, gdyby to miało nastąpić w ten sposób, że każdy wytwórca w Polsce doliczy do swojej ceny ten nowy podatek, to jest to tak mały poziom wrażliwości dla kształtowania ceny, że aż nie wart rozważania.

Funkcja dochodów podatkowych państwa to funkcja liniowa pierwszego stopnia:

Wp = sP x d

d = (p - k)

Wp = Sp x (p - k)

gdzie:

Wp – wpływy podatkowe; sP - stopa podatkowa; d – dochód; p – przychód; k – koszty

 

My proponujemy nadanie funkcji dochodów podatkowych państwa następującą postać:

Wp = Sp x p

 

Proszę wziąć pod uwagę, że pozycja „k” (koszty) to nieograniczona ilość pozycji kwalifikowanych. Podatnik musi prowadzić dwie księgowości – zarządczą i podatkową, gdyż głównym imperatywny jest dla niego zarządzanie pozycją „k”. Jest to całkowicie kontrproduktywne. Służy jedynie eliminowaniu ryzyka prawnego, że coś zostanie doliczone, albo wyłączone z „k”.  Dlatego proponujemy zlikwidować „k” – aby ograniczyć koszty zarówno dla podatnika jak i dla państwa i wykluczyć ryzyka prawne po stronie podatnika, które też mają swoją „cenę”.

Ale reforma podatkowa musi być kompleksowa – zgodnie z teorią szwedzkiego socjalisty – Gunara Myrdala, nota bene laureata nagrody Nobla  z ekonomii z 1974 roku, którą otrzymał wraz z przedstawicielem liberalnej szkoły austriackiej – Friedrichem Hayekiem. Podatnicy coś tracą, ale też coś zyskują: Biedronka zatrudnia około 47 tys. pracowników. Zmiana systemu opodatkowania ich pracy sprawi, że średnio za każdego zapłaci ona około 75 zł miesięcznie mniej. Rocznie da jej to oszczędności rzędu 40  mln zł z tytułu samych kosztów zatrudnienia. Nie wiem ile Biedronka wydaje na doradców podatkowych, ale po zmianach będzie wydawała znacznie mniej. Podobnie będzie z personelem zajmującym się rozliczeniami składek i podatków pracowników. Dziś podstawą wymiaru składek ubezpieczeniowych – emerytalnych, rentowych, chorobowych, wypadkowych, zdrowotnych, pracy i gwarantowanych świadczeń pracowniczych jest kwota wynagrodzenia brutto. Nie interesuje ona ani pracownika, ani pracodawcy. Pierwszy otrzymuje dużo mniej, drugi wydaje więcej. Razem jest osiem różnych tytułów, które albo obniżają wynagrodzenie pracownika, albo zwiększają koszt pracodawcy. Ale to dopiero początek komplikacji. Składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19,52% podstawy wymiaru. Połowę, czyli 9,76% płaci pracownik, drugą połowę pracodawca. Ale czy ktoś, kto nie prowadzi działalności gospodarczej płaci składkę emerytalną? Nie! Całość płaci pracodawca, tylko że połowę odlicza od kwoty wynagrodzenia brutto, a drugą połowę dodaje – tak pewnie dla ułatwienia. Podobnie jest ze składką na ubezpieczenie rentowe, tylko rozkład procentowy jest inny. Składka wynosi 8% podstawy wymiaru, ale 6,5% przypada na pracodawcę, a 1,5% na pracownika. Składkę chorobową w wysokości 2,45% płaci „niby” tylko pracownik, a wypadkową – w wysokości od 0,40% do 3,60% (w zależności od wypadkowości branży) pracodawca. Pracownik płaci składkę chorobową tylko na „niby”, bo odprowadza ją za niego i tak pracodawca, pomniejszając wynagrodzenie brutto  pracownika. Składki na fundusz pracy w wysokości 2,45% i fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych w wysokości 0,1% płaci pracodawca. Po potrąceniu od wynagrodzenia brutto składek na ubezpieczenia społeczne otrzymujemy podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne. Wynosi ona 9%. A na koniec trzeba obliczyć zaliczkę na PIT. W przypadku wynagrodzenia mieszczącego się w pierwszym progu podatkowym wynosi ona 18% podstawy opodatkowania. Podstawą opodatkowania jest wynagrodzenie brutto pomniejszone o składki na ubezpieczenia społeczne i o określoną ustawowo kwotę kosztów uzyskania przychodu. Ale od obliczonej w ten sposób zaliczki na podatek dochodowy odejmuje się składkę na ubezpieczenie zdrowotne – jednak nie w pełnej wysokości 9% tylko w wysokości 7.75%. Płacimy więc zaliczkę 18% na PIT, ale w tej kwocie jest już składka na ubezpieczenie zdrowotne. Ale jednak nie cała, którą możemy odliczyć, tylko jej część! Istny absurd!

Ale to wszystko mały pikuś jeszcze. Niektórzy pracownicy mają urlop, raz płatny, raz bezpłatny, niektórzy chorują sami, inni opiekują się chorym dzieckiem. Nie wiem ile dokładnie płaci za to Biedronka, ale średnia stawka firm zajmujących się zewnętrzną rachubą płac wynosi ok. 50 zł za pracownika miesięcznie. Nie trudno policzyć, że przy 47 tys. pracowników Biedronka ociera się o koszt 30 mln zł rocznie (to jest 10% podatku, który płaci) za prowadzenie rachuby płac. Podatek od funduszu wynagrodzeń obliczy jedna osoba za średnie wynagrodzenie krajowe.

Biedronka wyeliminuje też ryzyko naliczenia wstecz podatku wraz z odsetkami na skutek zmiany interpretacji tego, co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu (wyeliminuje też ryzyko zastosowania niewłaściwej stawki podatku VAT – bo kompleksowe zmiany prawa podatkowego zakładają ujednolicenie tych stawek, ale to odrębne zagadnienie).  

I dlatego pozwolę sobie postawić odważną tezę, że Biedronka nie przeprowadzi integracji pionowej, to znaczy nie kupi kutrów, nie zatrudni rybaków, nie kupi też zakładów przetwórstwa rybnego, producenta linii do pakowania ryb w puszki, huty produkującej blachę na te puszki, ani kopalni rudy, z której w hucie produkuje się stal na te puszki, żeby sprzedawać u siebie w sklepach ryby w puszkach!

I jeszcze pozwolę sobie postawić drugą tezę, że Jeronimo Martins nie zrobi w Biedronkach sprzedaży komisowej puszek z rybami, żeby zapłacić jedynie 1,5% podatku od przychodu z pośrednictwa komisowego. A jak tak zrobi, to producent rybek w pusze zapłaci 1,5% od ceny komisowej z Biedronki. I nie  będzie mógł prowadzić u siebie komisu ze sprzedażą puszek do rybek. Producenta tych puszek też raczej nie kupi – nie mówiąc już o hucie produkującej blachę na te puszki.

Polski „Jan Statystyczny” ma dziś wynagrodzenie brutto 4000 zł – czyli 2850 zł netto. Przyjmijmy, że je wydaje w całości. Po uwzględnieniu zakupów towarów i usług z różną stawką VAT statystyczna stawka VAT wynosi 16%, czyli jego siła nabywcza netto wynosi 2456,50 zł. Przyjmijmy dla uproszczenia, że dobra kupowane przez Jana dostarczane są przez jedynego producenta wszystkiego, nazwijmy go Wielkim Narodowym Championem (WNCH), który wszystko sprzedaje we wspominanej Biedronce. Jeśli cena netto w sklepie wynosi 2456,50 zł, a jego marża jedynie  1% (dlatego nie może płacić podatku przychodowego w wysokości 1%) to nasz Wielki Narodowy Champion musi sprzedać to wszystko Biedronce, co ma kupić Jan Statystyczny za 2432,20 zł. Przyjmijmy teraz dla uproszczenia, że ma on dziesięciu dostawców. Każdy z nich ma po trzech kolejnych, a każdy z tych trzech po 2 dalszych, z których każdy ma jeszcze jednego. Dalej upraszczając przyjmijmy, że wartość sprzedaży każdego z nich jest taka sama, że każdy dokłada 10% wartości do tego co sam nabył i też „jedzie” na marży 1%. Jeśli WNCH sprzedał do Biedronki za 2432,20 zł z 1% marżą, a sam dołożył do łańcucha wartości 10%, to wartość sprzedaży każdego z jego dziesięciu dostawców wyniosła około 219 zł. Jeżeli każdy z nich też miał marżę 1% i sam dołożył  10% wartości do tego co nabył od swoich trzech poddostawców, to oni musieli mu to wszystko sprzedać za około 65,60 zł, żeby on sam mógł, po zwiększeniu wartości o 10% i dodaniu swojej marży 1%  dokonać sprzedaży za 73 zł. Z kolei oni od swoich dwóch dostawców kupić to musieli za 29 zł, a każdy z nich od swojego jednego dostawcy za 26,55 zł.

Po zmianach, na najniższym piętrze łańcuch cena z 26,55 zł zwiększa na 26,80 zł. Na następnym z 29 zł na się na 29,80 zł. Na trzecim – z 65,60 zł na 66,30 zł, na czwartym z 219 zł na 220,80 zł, na piątym w WNCH z 2190 zł na 2453 zł. Jak teraz Biedronka podwoi swoją dotychczasową marżę z 1% na 2% to cena netto wzrośnie z 2456,50 na 2502 zł. O 45,50 zł. Jeśli VAT będzie wynosił 20%, to cena brutto tego wszystkiego co kupi wyniesie 3002 zł. A wynosiła 2850 zł. Wzrost będzie o 152 zł – niespełna 5%.

Ktoś może zakrzyknąć, że życie gospodarcze jest bardziej skomplikowane i poddostawców i kooperantów jest znacznie więcej. Zgoda. Ale Jan Statystyczny ma do wydania miesięcznie tyle, ile ma. I ta kwota limituje wzrost cen. Samochody mogą podrożeć więcej. Ale nie rybki w puszcze.

A teraz druga strona medalu. Jeśli mediana zarobków netto w Biedronce wynosi obecnie 2150 zł, to po likwidacji PIT oraz składek na ZUS i wprowadzeniu podatku od funduszu wynagrodzeń w wysokości 25%, 47 tys. pracowników Biedronki otrzyma wyższą pensję netto o ponad 400 zł miesięcznie!

Zakładam jednak, że zyskają oni więcej. Choć wszystkie podatki są przerzucalne, nie wszystkie są przerzucalne w tym samym stopniu. Decyduje o tym elastyczność cenowa popytu. Nawet, jak on się zwiększy, to nie wszystkim uda się podwyższyć ceny o ten 1%. Wielu nie będzie nawet próbowało, bo o klienta w dzisiejszej Polsce rywalizuje się ceną. Nie będzie też musiało, bo sami zyskają na obniżeniu kosztów pracy, kosztów obsługi księgowej i prawnej i na wyeliminowaniu ryzyk podatkowych.

Ale na tym nie koniec sprzężenia zwrotnego istotnego dla gospodarki. Sami pracownicy Biedronki będą dysponować kwotą ponad 225 mln zł rocznie większą niż dotychczas. Można spokojnie założyć, że większość wydadzą w Polsce. Część pewnie w samej Biedronce. Do Skarbu Państwa wpłynie z tego powodu 45 mln zł podatku VAT (jak będzie jednolita stawka 20%) i prawie 2,5 mln podatku przychodowego (1%) od tych podatników, u których pracownicy Biedronki wydadzą te swoje 225 mln zł, które otrzymają extra.

W całej gospodarce w sektorze przedsiębiorstw pracuje ponad 5,5 mln osób. Ich średnie wynagrodzenie brutto jest takie samo jak Jana Statystycznego – 4000 zł. Zmiana zasad opodatkowania uwolni łącznie prawie 40 mld zł (!!!) środków, które będą wydawane lub oszczędzane indywidualnie przez tych, którzy je wypracowali – czyli bardziej racjonalnie niż wówczas, gdy wydają je za nich urzędnicy.

Z przepływem pieniędzy w gospodarce jest jak z przepływami wody w przyrodzie. Liczy się nie tylko ile wpływa jej do jakiegoś zbiornika, ale także którędy i jak silnymi strumieniami. Dotychczasowy rwący strumień pieniędzy płynący do budżetu i ZUS od zatrudnionych pracowników „wymywa” ich do Londynu. Dlatego właśnie te strumienie pieniężne należy zrównoważyć.

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
PRZEJDŹ DO ARCHIWUM WPISÓW
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.