ROBERT GWIAZDOWSKI - BLOGI

Robert Gwiazdowski

Co można i co trzeba zrobić z finansami publicznymi

2015-06-21

Wieść gminna niesie, że piszemy program gospodarczy dla Pawła Kukiza. Nie piszemy, bo już mamy napisany. Nie jest program dla jakiejś partii, czy nie-partii. To jest program dla Polski. I to bardziej dla naszych dzieci i wnuków niż dla nas.

Jak Pan Paweł chciałby z niego skorzystać – chętnie podpowiemy, jak go wcielić w życie. Pani Beacie, pani Ewie, panom Januszowi, Leszkowi, czy Ryszardowi – także  Oto on w obszarze finansów publicznych. To nie jest idealny system podatkowy. Ale w naszych warunkach (niskie zarobki netto, kryzys demograficzny, słabe państwo, skorumpowani urzędnicy) – najlepszy.

Celem zmian – a nie żadnych „reform”, bo po latach reformowania nie ma już czego reformować – jest zwiększenie wynagrodzeń netto młodych ludzi bez uszczerbku dla budżetu państwa. Niektórzy twierdzą, że celem powinno być „uproszczenie” systemu podatkowego. Nie powinien to być cel, tylko środek do wskazanego celu. Proste podatki trzeba było tworzyć kiedyś. Ale jak stworzono skomplikowane, które źle rozłożyły ciężary podatkowe, to samo ich uproszczenie nic już nie pomoże. Celem nie może być też „stabilizacja finansów publicznych”. Wręcz przeciwnie – potrzebna jest ich kontrolowana destabilizacja, bo alternatywą dla niej jest destabilizacja niekontrolowana a potem dyktatura. Tego co jest nie da się utrzymywać w nieskończoność.

Oczywiście można uchwalić ustawę o zwiększeniu wszystkim wynagrodzenia brutto o, powiedzmy, 1.000 zł. Pracodawca zapłaciłby wówczas 1.180 zł więcej, pracownik dostałby 760 zł., a rząd zainkasował 420 zł - ponad połowę z tego co pracownik! Ale ustawowo nie da się podnieść wynagrodzeń brutto. No chyba, że w administracji. Ustawowo można podnieść wynagrodzenia netto – poprzez obniżenie podatków nałożonych na wynagrodzenia brutto. Trzeba w tym celu: zlikwidować PIT i składki ubezpieczeniowe „na ZUS”.

Likwidacja tych ostatnich oznacza automatycznie likwidację składki „na OFE”. Dla rynków finansowych ten drugi postulat jest nie do zaakceptowania. Ale to nie rynki finansowe tworzą bogactwo narodów.

Nieszczęściem było przyjęcie po 1989 roku błędnego założenia, że nasz rozwój zależy od bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a dla międzynarodowych koncernów praca w Polsce zawsze, albo przynajmniej jeszcze bardzo długo, będzie tania. Owszem, z punktu widzenia szefa międzynarodowego koncernu porównanie ogólnych kosztów zatrudnienia w Polsce, Niemczech, czy Francji wypadało korzystnie dla Polski. Ale większość miejsc pracy w Polsce tworzą „Misie” (małe i średnie przedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż 250 osób). One mają inną perspektywę.

Politycy wprowadzili idiotycznie (to jest łagodne określenie) skonstruowany  progresywny podatek od dochodów z pracy i działalności gospodarczej oraz podnieśli składki ubezpieczeniowe obciążające wynagrodzenia. Jako jedyni krytykowaliśmy wówczas te rozwiązania. Zwłaszcza po tym, jak „neutralne” rzekomo ubruttowienie wynagrodzeń przy okazji wprowadzania podatku PIT okazało się bynajmniej nieneutralne dla podstawy naliczania składek ubezpieczeniowych, która wzrosła o kwotę ubruttowienia.

Co zabawne – zwiększano opodatkowanie pracy, a do 2002 roku, czyli do czasu wprowadzenia tak zwanego podatku Belki, nie opodatkowywano dochodów z zysków kapitałowych. Co jeszcze zabawniejsze – regularnie z rynków  finansowych dobiegały głosy, że podatek ten należy zlikwidować. Myśmy go bronili. Nie tylko dlatego, że zmniejszał nierównowagę między opodatkowaniem pracy i kapitału, ale głównie dlatego, że proporcjonalny podatek pobierany u źródła jest lepszy od innych złych podatków. Co zaś najzabawniejsze – „wrażliwi społecznie” ekonomiści i politycy też nie postulowali obniżenia opodatkowania pracowników. Koncentrowali się na podwyższeniu podatków pracodawcom! Przedstawiciele rynków finansowych bronili swoich interesów – to rozumiem. A samozwańczy przedstawiciele klasy „prekariuszy” bronili swojej ideologii, a nie interesów tych, których rzekomo reprezentowali. Od zabrania większej części dochodu brutto Iksowi nie zwiększa się dochód netto Igreka.

 

Każdy podatek jest zły – jak pisał Jean Baptiste Say. Bo każdy podatek jest źródłem efektu akcyzowego – jak z kolei pisał Leszek Filipowicz. Ale  wśród  złych podatków jest gradacja – najgorsze są te, które obciążają pracę. Najbardziej uderzają w młodych ludzi wkraczających w wiek produkcyjny i reprodukcyjny, którzy mają największe potrzeby, a najmniejsze umiejętności, bo nie mają jeszcze doświadczenia. Ludzie ci emigrują, albo przynajmniej powstrzymują się od posiadania potomstwa, bo ich nie stać na jego wychowywanie. W dłuższej perspektywie pokoleniowej prowadzi to do katastrofy demograficznej, która z kolei prowadzi do katastrofy system emerytalny oparty na opodatkowaniu pracy składkami ubezpieczeniowymi.

Oczywiście można powiedzieć, że trzeba obniżyć podatek dochodowy od najbiedniejszych i zwiększyć od najbogatszych. To jednak nie zadziała. Najbogatsi nie płacą w Polsce progresywnego podatku dochodowego – są rezydentami podatkowymi za granicą. I czy ktoś ma pretensje do Roberta Kubicy, że kask w którym jeździ z biało czerwoną flagą w urzędzie podatkowym, w którym się rozlicza, może przekręcać do góry nogami – wtedy jest to flaga Monako?

Podobno likwidacja PIT to strata ponad 70 mld zł. Ale część tej kwoty (prawie 37,5%) trafia do gmin – nie ma więc wpływu na dochody budżetu państwa. Oczywiście gminom ten ubytek trzeba będzie uzupełnić z innych źródeł – bardziej realnych. Wpływy z PIT są bowiem w dużej mierze nierealne. Opodatkowanie emerytur/rent i wynagrodzeń sfery budżetowej i samorządowej to czysta fikcja. Żeby pieniądze z tego tytułu mogły pojawić się na jakimś koncie Ministerstwa Finansów, muszą zniknąć z innego konta. Żeby emeryci mogli zapłacić podatek, muszą dostać wyższą emeryturę. Żeby mogli dostać wyższą emeryturę ZUS musi mieć więcej środków na wypłatę tych emerytur. ZUS ma środki z opodatkowania pracy w postaci składek ubezpieczeniowych lub z dotacji i refundacji z budżetu, do którego wpływają podatki płacone przez podatników – także podatek konsumpcyjny (VAT) płacony przez emerytów.

PIT i składki ubezpieczeniowe powinien zastąpić podatek od funduszu wynagrodzeń w wysokości ok. 25%. Powinien on być płacony od wszystkich wynagrodzeń bez względu na to, czy praca świadczona będzie na podstawie kodeksu pracy, czy kodeksu cywilnego. Zniknie więc arbitraż cenowy różnych umów co pewnie ucieszy przeciwników umów cywilnoprawnych. Byłby to podatek od całkowitego funduszu wynagrodzeń – jak było „za Gierka” – bez oddzielnego liczenia go dla poszczególnych pracowników. Wymaga to zmiany systemu emerytalnego – o czym będzie mowa na koniec

Żeby móc obniżyć opodatkowanie pracy likwidując składki na ZUS i podatek PIT i żeby nowy podatek od funduszu wynagrodzeń mógł być znacznie niższy od obciążeń likwidowanych, konieczne jest poszukanie innych wpływów do budżetu. Trzeba też uszczelnić system, by ograniczyć oszustwa. Dzisiejsze emerytury muszą przecież być z czegoś opłacane. Należy:

- Zwiększyć wpływy z istniejących źródeł przychodów państwa i stworzyć źródła nowe,

- Obniżyć koszty poboru podatków,

- Uszczelnić system i ograniczyć wyłudzenia podatków.

Zacznijmy od zwiększania wpływów. Po pierwsze, trzeba ujednolicić stawki podatku VAT. Efektywna stawka VAT wynosi niespełna 16%. Przy stawce 20%, czyli o 3 ptk. proc. niższej niż dziś wynosi stawka podstawowa, wpływy będą o jakieś 30 mld zł wyższe. Najuboższym trzeba będzie wtedy zrekompensować wzrost cen żywności. Poprzez pomoc społeczną. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej doskonale wie jak to zrobić. Nie robi tego z powodów  politycznych – wyborcy mogliby źle przyjąć, że im się pomaga. Efekt jest taki, że 30 milionów Polaków je tańszą żywność, której miliony ton wyrzuca się na śmietnik, żeby 6 milionów Polaków nie miało dyskomfortu. A na niższym VAT na żywność w najlepsze korzystają wszyscy, a nie tylko ci, którzy potrzebują pomocy. Nie ma żadnego uzasadnienia by VAT na homary wynosił 5% – to naprawdę nie jest tradycyjny posiłek biednych ludzi. Kawa frappe nie będzie mogła być niżej opodatkowana udając lody. Oszuści przestaną niższą ceną wypierać z rynku uczciwych przedsiębiorców, którzy płacą uczciwie podatki. 

Po drugie, można zracjonalizować opodatkowanie nieruchomości. O podatku katastralnym mówi się od…. 20 lat. Byłem przeciwnikiem wprowadzania takiego podatku do systemu podatkowego obok istniejących już danin. Ale można go wprowadzić zamiast danin likwidowanych. Opodatkowanie nieruchomości jest bowiem mniej szkodliwe niż opodatkowywanie pracy.

Można łatwo zwiększyć podatki od nieruchomości od wielkopowierzchniowych obiektów handlowych w dużych miastach. Można też wprowadzić wyższy podatek od wartości nieruchomości mieszkalnych. Adam Smith dopuszczał nawet progresję podatkową w tym akurat względzie. Pisząc o „podatku od komornego” stwierdził, że może być on „nieco powyżej proporcji”. Miało to klasyczne, liberalne uzasadnienie ekonomiczne: komorne płaci się za używanie czegoś, co nie jest środkiem produkcji. Gdyby więc podatek od komornego był odpowiednio wysoki, ludzie staraliby się go uniknąć, zadawalając się w miarę możliwości mniejszymi mieszkaniami i obracając większą część dochodu na bardziej pro-produkcyjne wydatki. A jak chcą mieć rezydencje – więcej mogą zapłacić.

Nie trzeba w tym celu tworzyć nowego, drogiego i skomplikowanego rejestru gruntów z wycenami nieruchomości. Skoro prawie wszystkie podatki płaci się na podstawie deklaracji podatnika, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to podatnik deklarował także, jaka jest wartość jego nieruchomości. A jak zadeklaruje za niską nie ma przeszkód, by zajął się nim właściwy organ – jak dziś, gdy zadeklaruje za niski podatek dochodowy.

Domy i mieszkania do pewnej wartości (do  ustalenia jakiej) mogą w ogóle nie podlegać opodatkowaniu. Bardziej wartościowe już powinny. Skala może być trzy, cztero- albo nawet pięcio- stopniowa. Decyzje o tym powinny być w całym zakresie domeną samorządów. Będzie to jeden ze sposobów rekompensaty gminom ubytku z tytułu udziału w podatku PIT.

Po trzecie, trzeba zastąpić podatek dochodowy od spółek podatkiem przychodowym w wysokości 1-2%. Stawka zależeć powinna od zakresu innych zmian podatkowych – nie musi to być 1% albo 2%, może być 1.5%, czy 1.75%. Nie powinna być wyższa niż 2%, bo powyżej tego poziomu zaczyna się opłacać kombinować większej grupie podatników.

Pozostaje do ustalenia jaki powinien być podział wpływów z tego podatku między budżet centralny a samorządy. W odróżnieniu od dochodu ustalanego na poziomie spółki, przychód ze sprzedaży dość łatwo ustalić na poziomie gminy, w której jest ona dokonywana, do której powinny trafiać wpływy z tego podatku, a  nie do tej, w której spółka ma swoją urzędową siedzibę. Do gmin trafia dziś 6.7% wpływów z CIT. Skoro nie będzie PIT, wpływy gmin z nowego podatku przychodowego mogą zostać zwiększone do, powiedzmy, 15%.

A że część podatników będzie kombinowała to oczywiste. Zawsze kombinują. Dziś kombinują z przychodami i z kosztami. Po  zmianach będą mogli kombinować tylko z przychodami. Jak podatek będzie od przychodu, a nie dochodu to przestanę oponować przeciwko klauzuli „obejścia prawa podatkowego”. Tych, którzy jawnie oszukują trzeba ścigać i przykładnie karać.

Urzędnicy, którzy nie będą musieli zajmować się  opodatkowaniem emerytur, rent i wynagrodzeń sfery budżetowej i samorządowej, czy sporami o  koszty uzyskania przychodu i cenami transferowymi, mogliby zostać skierowani do kontroli rozliczeń podatków istotnych dla budżetu – VAT i akcyzy.

Ściąganiem wszystkich należności powinien zajmować się jeden organ a nie  sześć! Część ZUS zajmująca się poborem składek, urzędy skarbowe, izby skarbowe, urzędy kontroli skarbowej, urzędy celne i izby celne można połączyć w Agencję Dochodów Państwa (ADP). Nie trzeba będzie wydawać na nowe programy informatyczne (ZUS taki program już za ciężkie miliardy ma). Ukróci to korupcję związaną z informatyzacją – bo niedawno CBA zaczęło podejrzewać nawet Prokuraturę Generalną o ustawianie przetargów, nie mówiąc już o MSW, które podejrzewa o to od  dawna. ADP mogłaby także ściągać podatki gminne – na zlecenie gmin. Byłoby dużo taniej.

Zlikwidować należy dwuinstancyjność postępowania podatkowego, które jest fikcją zważywszy, że izby celne i skarbowe podlegają temu samemu ministrowi co urzędy celne i skarbowe, których decyzje mają niby kontrolować. Zmienić za to należy sądownictwo administracyjne, do którego szybciej będą trafiały sprawy sporne między podatnikami, a ADP. Więc szybciej powinny być rozstrzygane. Nominacje do sądów administracyjnych powinni dostać sędziowie z praktyką w sądach powszechnych, adwokaci, radcowie prawni czy nawet doradcy podatkowi z wykształceniem prawniczym, którzy mają co najmniej 15-letnie doświadczenie zawodowe, a już im się nie chce konkurować z napierającą na rynek usług prawniczych młodzieżą. Uproszczenie podatków i ich poboru sprzyjać też będzie eliminowaniu przestępczości podatkowej.

Skłonność do popełniania przestępstw podatkowych zmniejsza ograniczenie zysków i zwiększenie ryzyka wpadki. Zyski są duże a ryzyko małe. Obniżenie podstawowej stawki VAT zmniejsza zysk z wyłudzeń tylko trochę, więc trzeba spotęgować ryzyko wpadki. Dziś ścigane są najczęściej tak zwane „słupy” – czyli osoby wciągnięte w proceder wyłudzania VAT w łańcuszku firm pośredniczących, czasami nawet bez swojej wiedzy, a nie ci, którzy proceder ten organizują. Bo ich nie ma. To  znaczy są, ale ich  nie widać.  Wzmóc trzeba kontrolę szlaków transportowych, stacji benzynowych i hurtowni towarów „wrażliwych” w celu tropienia mafii organizujących różne karuzele podatkowe, wyłudzających VAT i wprowadzających do obrotu towary akcyzowe, z tym, że  bez opłacenia akcyzy. Afera FIFA  pokazała chyba dobitnie wartość starego powiedzenia prokuratorów „follow the money”. Naprawdę nie jest wielką sztuką sprawdzić – jeśli się chce – jak krążą pieniądze. I wtedy można zastanowić się dlaczego one krążą właśnie tak. No chyba, że się nie chce. Powodów dlaczego się nie chce można się domyślać. Niektórzy kontrolerzy się najzwyczajniej boją. To rozumiem – strach jest rzeczą ludzką. Na nieszczęście ci, co się niektórych boją, wyżywają się podczas kontroli na tych, których się nie boją. O mechanizmach działania ludzi z osobowością autorytarną pisał już Theodor Adorno. Jest też podejrzenie, że niektórzy urzędnicy w przestępczych procederach wręcz uczestniczą – bo aż o taką głupotę, o jaką można by ich było posądzić czytając niektóre podatkowe akty prawne, to ich jednak nie posądzam.

Gorąco bym przy jednak zalecał, by podejrzanych o oszustwa podatkowe wzywać na przesłuchania pocztą, a nie wysyłać po nich służby specjalne o 6 rano. Żeby się nikt nie zastrzelił. Najwyżej niektórzy uciekną. Bo większa jest szkoda z zamknięcia jednego niewinnego niż korzyść z zamknięcia 9 winnych. No chyba, że ktoś chciałby się na kimś mścić – ale tego nie zalecam.

 

Proponowane zmiany w systemie przychodów państwa wymagają zmian w systemie wydatków publicznych. Najwięcej wydajemy na emerytury. I jeśli nie zmienimy systemu emerytalnego, będziemy wydawać na nie coraz więcej. Jak będziemy mieć 12 mln emerytów, którzy będą otrzymywali 30-35% pensji ostatniej pensji będziemy musieli zlikwidować wolne wybory! Dlatego natychmiast trzeba sprawić, by kobiety wkraczające w wiek reprodukcyjny mogły pozwolić sobie na wychowanie większej ilości dzieci. Jak urodzi się ich więcej będą też wytwarzały więcej, więc PKB będzie wyższe, gdy ich rodzice pójdą na emerytury. One też będą mogły być więc nieco wyższe.

Nie muszą mieć one jednak różnej wysokości. Jak pracujemy wartość naszej pracy wycenia rynek – dlatego nasze płace są zróżnicowane. Jednak w kolejce po świadczenie od państwa wszyscy jesteśmy równi. Ci którzy są lepsi i zarabiają więcej powinni udowodnić, że rzeczywiście są lepsi i część zarobionych pieniędzy zaoszczędzić na czas, gdy już nie będą mogli się swoją wyższością wykazywać.

Musimy tylko uświadomić sobie, że emerytury z systemu państwowego, bez względu na to, jak on jest zorganizowany, to świadczenia społeczne. Gdy pracujemy, nie płacimy składek na swoją emeryturę. Płacimy podatek celowy, nazywany składką, na emerytury wypłacane dziś rodzicom i dziadkom, w nadziei, że dzieci i wnuki będą płacić na nasze.

A że płacimy ten podatek w różnej wysokości – tak jest ze wszystkimi podatkami i nawet składkami. Składki na ubezpieczenie zdrowotne też płacimy w różnej wysokości, a ci, którzy płacą więcej nie mogą się dostać szybciej do lepszego lekarza. Wysokość zapłaconego podatku VAT, czy PIT nie wpływa też na prawo wyboru lepszej szkoły dla dzieci, a z pomocy policji mogą korzystać także ci, którzy nie płacą w ogóle podatków.

Oczywiście nie ma mowy o obniżaniu emerytur dziś wypłacanych, albo zmienianiu zasad obliczania emerytur dla tych, którym pozostało do  przejścia na emeryturę mniej niż 15 lat pracy. Ci, którym pozostało 15-25 lat, mogliby wybrać, czy chcą pozostać w starym systemie, czy przystąpić do nowego. Moim zdaniem większość wybierze nowy. Ci, którym pozostało więcej niż 25 lat pracy powinni znaleźć się już w nowym z automatu. Zmiany byłyby podobne do tych, jakich dokonano przy wprowadzaniu OFE, tylko a rebours. Z dotychczasowym systemem będziemy się wiec męczyli góra 25 lat. Zmiany jednak musimy wprowadzić choćby – jak pisałem na początku – dla naszych dzieci.

 

twitterfacebookwykopKontakt e-mail
ZOBACZ STARSZE WPISY
PRZEJDŹ DO ARCHIWUM WPISÓW
 
NEWSLETTER

Podając swój adres e-mail, wyrażasz zgodę na otrzymywanie informacji od WEI.